Początkowo Stasiek zakładał, że sam będzie w stanie zaplanować swoje przygotowania. Szybko jednak zobaczył, że przy całym zakresie matury potrzebuje bardziej uporządkowanej ścieżki. Do kursu dołączył pod koniec października i przerobił praktycznie cały program oraz ponad 900 zadań. „Nie czułem, że robię losowe rzeczy, czułem, że idę konkretną ścieżką.”
W czwartej klasie miał dwie lub trzy lekcje informatyki tygodniowo. Jak sam podkreślał, były bardzo efektywne, ale mimo tego uważał, że to za mało, żeby przygotować się do matury na poziomie, którego oczekiwał. W jego klasie część osób programowała w Pythonie, część w C++, a Stasiek ostatecznie został przy C++, któremu po prostu bardziej ufał i w którym czuł się pewniej.
Dużo dały mu również matury próbne. Wyniki tych organizowanych w kursie oscylowały w okolicach 80%, ale kolejne arkusze nauczyły go przede wszystkim uważniejszego czytania poleceń i wychwytywania szczegółów, na których łatwo stracić punkty. Na właściwej maturze Excel zrobił na 100%, pracę sprawdził trzy razy, a czasu zostało mu na tyle dużo, że pod koniec egzaminu... zagrał jeszcze w pasjansa.
Jednym z ciekawszych zadań na maturze 2026 było zadanie oparte na grafach, które zaskoczyło sporą część jego klasy, mimo że wcześniej mieli z tym zagadnieniem kontakt w szkole. Stasiek początkowo również nie rozpoznał, czego dotyczy zadanie, ale kiedy zorientował się, że chodzi o grafy, wiedział już, jak do niego podejść. Jak sam mówił, wtedy zadanie, które na początku wydawało się niemal niemożliwe, okazało się znacznie prostsze.
Na początku nauki 80% z matury wydawało się limitem
Mateusz: Kiedy rozmawiałeś z nami przed kursem, jako cel wskazywałeś mniej więcej 70–80%. Finalnie zdobyłeś 88%. Spodziewałeś się takiego wyniku?
Stanisław: Na samym początku byłem pewien, że 80% byłoby takim sensownym limitem. Natomiast im więcej robiłem zadań w kursie, im więcej pisałem matur próbnych i im dalej byłem z całym przygotowaniem, tym bardziej zaczynałem rozumieć, że wyższy wynik jest w moim zasięgu.
Szczególnie pod koniec miałem już takie przeczucie. Po wyjściu z matury byłem właściwie pewien, że moje pierwsze założenia były kompletnie bezsensowne. Dobrze się pod tym względem zaskoczyłem, chociaż człowiek zawsze chce więcej.
Mateusz: Skąd w takim razie ten niższy cel na początku?
Stanisław: Przez pierwsze trzy klasy moje prywatne zaangażowanie nie było wybitne. Nas też wtedy aż tak mocno nie ciągnięto w stronę matury. Uznałem po prostu, że zacznę się przygotowywać w czwartej klasie.
Na początku nawet nie wiedziałem dokładnie, jaki wynik chciałbym osiągnąć. Podałem tę górną granicę, żeby mieć jakiś cel i prawdopodobnie dostać się na studia. Nie wiedziałem jeszcze wtedy aż tyle o samej maturze.
Dobry nauczyciel w szkole i profil informatyczny. Dlaczego to nadal było za mało?
Mateusz: Byłeś w klasie o profilu informatycznym. Ile osób z Twojej klasy zdawało maturę z informatyki?
Stanisław: Dwadzieścia kilka osób. Klasa liczyła około 32 osoby, a maturę pisało chyba 26 albo 28, więc zdecydowana większość.
Mateusz: To naprawdę dużo. Jak mniej więcej poszło pozostałym?
Stanisław: Średnia była w okolicach 50%. Pamiętam coś około 51%. Było kilka osób z bardzo dobrymi wynikami, ale mój był chyba jednym z najlepszych w klasie.
Mateusz: Skąd tak duże zainteresowanie informatyką? Zajęcia były mocno nastawione na ten przedmiot?
Stanisław: Tak. Informatyka była u nas naprawdę ważnym przedmiotem. Matematyka i informatyka to były dwa główne kierunki i mieliśmy dużo zajęć. Byliśmy dobrze sprofilowaną klasą ze świetnym nauczycielem informatyki, który wkładał w to bardzo dużo serca.
Myślę, że to też miało duży wpływ na to, ile osób zdecydowało się później zdawać informatykę. Człowiek chciał się tego uczyć i chciał spróbować swoich sił na maturze.
Mateusz: A jak wyglądały same lekcje? Robiliście programowanie, algorytmy, Excela, Accessa?
Stanisław: Tak. Do drugiej klasy mieliśmy głównie programowanie, później był Excel, potem Access, a w czwartej klasie wróciliśmy do wszystkiego i zaczęliśmy te tematy łączyć.
Programowania było dużo. Dosyć wcześnie mogłem przejść z Pythona, którego osobiście nie lubię, na C++. W klasie właściwie były dwie ścieżki: Pythonowcy i C++-owcy.
Jeżeli ktoś skupiał się na lekcjach, to znał sporo algorytmów, bo było ich naprawdę dużo. Tylko trzeba było się skupiać, a kiedy człowiek jeszcze nie wiedział, czy w ogóle będzie zdawał informatykę, z tym skupieniem bywało różnie.
Mateusz: Skoro miałeś dobrego nauczyciela i lekcje były ukierunkowane na maturę, to dlaczego w październiku zdecydowałeś się jeszcze na dodatkowe przygotowanie?
Stanisław: Na początku miałem przeświadczenie, że sam będę w stanie wypracować sobie plan nauki. Po miesiącu czy dwóch zrozumiałem jednak, że z informatyki będzie bardzo trudno samemu w domu dobrze się przygotować.
W czwartej klasie mieliśmy chyba dwie albo trzy lekcje informatyki tygodniowo. Były bardzo efektywne, ale mimo wszystko było tego zdecydowanie za mało do matury.
Uznałem, że samemu nie jestem w stanie wystarczająco dobrze się przygotować, a szkoła też nie jest w stanie przeprowadzić mnie przez wszystko na poziomie, którego potrzebuję. Szczególnie że właśnie z informatyki planowałem zdobyć dużą część punktów potrzebnych na studia.
Python czy C++? Dwie ścieżki w klasie i wybór języka na maturę
Mateusz: Wcześniej mówiłeś, że w Twojej klasie były właściwie dwie ścieżki: część osób programowała w Pythonie, część w C++. Jak to wyglądało u Ciebie?
Stanisław: Programowania mieliśmy w szkole dużo. Dosyć wcześnie mogłem odejść od Pythona, którego osobiście nie lubię, i przejść na C++. W klasie rzeczywiście byli Pythonowcy i C++-owcy i od początku było to prowadzone pod kątem matury.
Ja ostatecznie zostałem przy C++.
Mateusz: Wiele osób z Twojej klasy uczyło się jednak w Pythonie. Uważasz, że wybór języka wpływa później na tempo pracy na maturze?
Stanisław: Szczerze mówiąc, nie. Jeżeli ktoś ma dobrą biegłość w pisaniu w swoim języku, to nie wydaje mi się, żeby miało to aż takie znaczenie. Ja miałem bardzo dużo czasu na właściwej maturze, podczas próbnych też raczej nie miałem z tym problemu.
Jeden i drugi język ma swoje problemy i przy każdym trzeba zwracać uwagę na trochę inne rzeczy. Ja po prostu dużo bardziej ufam programom w C++. Kiedy coś napisałem i program się skompilował, miałem poczucie, że raczej doprowadzi mnie do tego, czego oczekuję. To była dla mnie przewaga C++, ale kiedy patrzyłem na osoby piszące w Pythonie i na ich tempo pracy, szczerze mówiąc, nie widziałem dużej różnicy.
„Nie czułem, że robię losowe rzeczy”. Nauka do matury
Mateusz: Dołączyłeś do nas pod koniec października. Jak później wyglądała praca przez cały rok?
Stanisław: To było bardzo dużo pracy, ale jednocześnie widziałem, do czego dążymy. Moduły były określone, widziałem liczbę zadań i miałem pojęcie, co muszę zrobić. Dzięki Waszej pomocy byłem też w stanie przewidzieć, do którego momentu powinienem przerobić poszczególne moduły. Nie czułem, że robię losowe rzeczy. Czułem, że idę konkretną ścieżką.
Oczywiście był stres związany z przygotowaniami, ale wiedziałem, że to, co robię, jest częścią większego planu. Nawet kiedy jakiś temat nie wydawał się bezpośrednio związany z zadaniami, które pojawiały się wcześniej na maturze, wiedziałem, że jest przewidziany w przygotowaniu i mamy powód, żeby go robić.
Mateusz: A jak wyglądała końcówka przygotowań? Robiłeś jeszcze powtórki w kwietniu i maju?
Stanisław: Tak. Dużo powtarzałem i przypominałem sobie starsze rzeczy. Moduł 21 bardzo mi pomógł, bo część wiedzy po prostu zdążyła się zapomnieć. Niektóre algorytmy są na tyle specyficzne, że trzeba je sobie ponownie przypomnieć.
W szkole też mieliśmy dużo próbnych matur. Wychowawczyni zorganizowała nam chyba cztery albo pięć w ciągu roku, więc samą formułę egzaminu znałem już bardzo dobrze.
Matury próbne vs oficjalna matura w maju
Mateusz: Wspominałeś, że szkoła też organizowała Wam próbne matury. Ile ich mniej więcej było?
Stanisław: Wychowawczyni zorganizowała nam chyba cztery albo pięć matur w ciągu roku. Pod tym względem nie miałem już aż takiego parcia na samą formułę, bo przerobiliśmy ich sporo w oficjalnym środowisku, ze wszystkimi formalnościami. Nie czułem, że sama forma egzaminu może mnie zaskoczyć.
Mateusz: W naszej społeczności też zorganizowaliśmy dwie matury próbne. Brałeś udział w obu?
Stanisław: Tak, brałem w obydwu.
Mateusz: Pamiętasz mniej więcej wyniki?
Stanisław: Coś około 80%.
Mateusz: No właśnie. I finalnie poprawiłeś ten wynik. Wyciągałeś wnioski z każdej matury próbnej, czy to w szkole, czy u nas?
Stanisław: Tak. Przy czym to może być moja osobista rzecz, ale kiedy matury próbne u Was pisałem u siebie w domu, przy swoim komputerze, to nie spinałem się aż tak bardzo. Podchodziłem do tego trochę luźniej i nie sprawdzałem wszystkiego aż tak dokładnie.
Na właściwej maturze wszedłem już w inny tryb. Byłem bardziej skupiony i dużo mocniej szukałem wszystkich błędów oraz rzeczy, które mogą mnie położyć. Po tych dwóch maturach dużo uważniej czytałem zadania i dlatego Excel mnie nie pokonał. Z niego na pewno miałem 100%.
Po wyjściu z sali okazało się, że sporo osób straciło punkty właśnie przez szczegóły. Dane nie zaczynały się tam, gdzie zakładali, albo jakaś funkcja działała trochę inaczej, niż pamiętali. Te matury próbne przypomniały mi, że trzeba naprawdę skupić się na treści zadania.
Mateusz: Uważałeś, że byłeś przygotowany na to, żeby zdobyć nawet 100% z matury z informatyki?
Stanisław: Szczerze mówiąc, tak. Właściwie 98%, bo już podczas matury wiedziałem, że pomyliłem się w jednym pytaniu teoretycznym. Wiedziałem, że kompletnie nie znam na nie odpowiedzi. Poza tym miałem takie poczucie, że wszystko, co się wydarzy, będzie już wynikało tylko z moich błędów. Sprawdziłem swoją pracę trzy razy. Naprawdę czułem, że wynik w okolicach 100% nie jest aż tak daleko.
Mateusz: Pamiętasz, gdzie jeszcze straciłeś punkty? Z Excela mówiłeś, że miałeś 100%.
Stanisław: Jedno zadanie programistyczne. Miałem chyba jakiś specyficzny problem związany z C++ i nie byłem w stanie dokończyć rozwiązania. Uznałem, że nie będę już marnował na nie czasu. Finalnie dostałem za nie chyba dwa punkty z czterech. Więcej straciłem z Accessa i SQL-a. To akurat nie są moje najmocniejsze strony.
Mateusz: Powiedziałeś też, że na maturze zostało Ci naprawdę dużo czasu. Miałeś jakąś strategię, jak nim zarządzać?
Stanisław: Czytałem zadanie i jeżeli od razu wiedziałem, jak je zrobić, to je robiłem. Najpierw zabrałem się za łatwiejsze zadania programistyczne. Jeżeli pojawiał się jakiś problem techniczny albo nie mogłem sobie przypomnieć konkretnego rozwiązania, odpuszczałem zadanie, zapisywałem na kartce, żeby do niego wrócić, i przechodziłem dalej.
W połowie matury zorientowałem się, że mam tyle czasu, że mogę podejść do tego trochę bardziej na luzie. Od razu się przyznam, że na końcu grałem w pasjansa.
Mateusz: Tutaj też widać, że te matury próbne prawdopodobnie dużo Ci dały. Miałeś już wypracowane tempo, wiedziałeś, jak prowadzić się przez cały egzamin, a potem zostawał jeszcze czas na sprawdzenie pracy i powrót do zadań, których wcześniej nie skończyłeś.
Stanisław: Tak. Moi znajomi, którzy nie przerabiali matur próbnych, mieli właśnie taki problem, że w pewnym momencie orientowali się: „O Boże, zostało mi za mało czasu”. Rzeczywiście jest to problem. Trzeba mieć takie tempo, żeby zdążyć zrobić całość, ale też mieć jeszcze czas na sprawdzenie pracy i powrót do zadania, którego wcześniej nie udało się skończyć.
Matura 2026. Po co uczyć się zagadnień, których nie było w poprzednich arkuszach?
Mateusz: Jak oceniasz maturę z informatyki 2026 na tle matur z poprzednich lat?
Stanisław: Miała sporo mniej typowych tematów. Było kilka takich, które, gdyby nie wcześniejsze przygotowanie, mogłyby mnie kompletnie pokonać.
Mateusz: Co masz na myśli? Możesz podać jakiś przykład?
Stanisław: Chociażby teorię grafów. Przerabialiśmy ją w szkole, pamiętam te lekcje, ale było to raczej na takim podstawowym, ogólnym poziomie. Ja znałem tę teorię, natomiast ponad połowę mojej klasy to zadanie pokonało. Kiedy wychodziliśmy z matury, znajomi pytali mnie: „Boże, o co tu chodziło?”. Mówiłem: „O grafy”. A oni: „Jakie grafy?”.
Mateusz: To jest ciekawe, bo jeszcze kilka miesięcy przed maturą dostawaliśmy od uczniów pytania: „Po co w ogóle robimy w kursie grafy, skoro takich zadań nie ma w arkuszach?”. I właśnie dlatego przygotowanie nie może opierać się tylko na tym, co pojawiało się w kilku ostatnich maturach. My przygotowujemy pod to, czego wymaga CKE. Poszczególne zagadnienia mogą przez kilka lat się nie pojawiać, a później wrócić.
Na maturze 2026 pojawiło się właśnie zadanie oparte na grafach. Nie trzeba było mieć bardzo zaawansowanej wiedzy z teorii grafów, ale jeżeli rozpoznało się to zagadnienie, zadanie stawało się dużo prostsze. U Ciebie też tak było?
Stanisław: Zdecydowanie. Na początku sam nie rozpoznałem, że chodzi o grafy, i pomyślałem, że to zadanie jest właściwie niemożliwe. Dopiero kiedy się wczytałem i zrozumiałem, że to są grafy, wszystko zrobiło się dużo prostsze.
Ostatecznie to zadanie nie było takie trudne. Trzeba było po prostu znać tę teorię i rozpoznać, z czym ma się do czynienia.
88% z informatyki i wybór kierunku oraz uczelni
Mateusz: Uważasz, że zdawanie matury z informatyki było dobrą decyzją?
Stanisław: Tak. Informatyka dała mi dużą część punktów potrzebnych na studia, a jednocześnie chyba największą przyjemność z nauki. Matematyka nie dawała mi takich wrażeń prawie do samego końca. Przy informatyce miałem poczucie, że uczę się umiejętności, która zostanie ze mną również po maturze. To nie była tylko teoria, której później nie będę umiał z niczym połączyć. Mogę odpalić program i dalej pisać, dalej coś robić.
Mateusz: Jaką uczelnię ostatecznie wybrałeś?
Stanisław: Politechnikę Wrocławską, Informatykę Stosowaną.
Mateusz: Pod koniec października dołączyłeś do kursu, przerobiłeś praktycznie cały program i przekroczyłeś własny cel. Dzięki za całą wspólną pracę i powodzenia na Politechnice Wrocławskiej.
Stanisław: Bardzo dziękuję za całą współpracę. To była prawie roczna i wymagająca podróż, ale szczerze mówiąc, chyba trafiłem do najlepszego miejsca, żeby ją odbyć. Bardzo się cieszę, że się udało i że udało się nam ją razem przejść.




