Rozmowa ze studentką na kierunku informatyka na Politechnice Gdańskiej, naszą absolwentką – spotkanie społeczności

  • Mateusz Oracz
  • 8 grudnia 2025
Rozmowa ze studentką na kierunku informatyka na Politechnice Gdańskiej, naszą absolwentką – spotkanie społeczności


Niedawno odbyło się kolejne spotkanie naszej społeczności Kurs Matura Informatyka. Tym razem w wyjątkowej formie – gościnią rozmowy była nasza absolwentka, tegoroczna maturzystka, która maturę z informatyki napisała na 94% i obecnie studiuje informatykę na Politechnice Gdańskiej.

Pomysł na takie spotkanie wziął się od samych uczniów. Podczas jednego z wcześniejszych spotkań społeczności zapytałem, czy chcieliby porozmawiać z naszą absolwentką – osobą, która niedawno była dokładnie w ich miejscu i ma już maturę z informatyki za sobą. Reakcja była natychmiastowa – wylała się fala pytań na różne tematy: od organizacji nauki, przez stres maturalny, po samą strategię rozwiązywania zadań na egzaminie. Zebrałem te pytania w całość i przygotowałem spotkanie, podczas którego zadawałem je po kolei. Później uczestnicy mieli przestrzeń, żeby dopytać o wszystko, co ich nurtowało, bezpośrednio osobę, która na podstawie własnych doświadczeń mogła doradzić, co warto zrobić lepiej z perspektywy absolwentki ze świetnym wynikiem.

W tym artykule zebrałem najważniejsze wnioski z tej rozmowy – takie, które realnie mogą wpłynąć na to, jak aktualnie organizujesz swoje przygotowania do matury z informatyki.

O kim była mowa podczas spotkania

Krótki kontekst, żebyś wiedział/-a, z czyich obserwacji korzystamy.

Naszą gościnią była Julia – uczennica, która dokładnie rok wcześniej była tam, gdzie dzisiaj jest większość naszych uczniów. Stresowała się maturą z informatyki, przygotowywała się na jak najlepszy poziom, a finalnie otrzymała wynik 94% – mimo że w grudniu zeszłego roku miała przed sobą jeszcze arkusze kalkulacyjne i bazy danych. To najlepszy wynik w jej szkole nie tylko w jej roczniku, ale również w poprzednich dwóch latach.

Po maturze dostała się na informatykę na Politechnice Gdańskiej, gdzie obecnie studiuje pierwszy rok. Co istotne – matury z informatyki nie pisała w wymarzonych warunkach edukacyjnych. Lekcje informatyki w jej liceum, mimo że formalnie na profilu rozszerzonym, polegały głównie na przepisywaniu kodu z tablicy, bez tłumaczenia.

To ważny detal kontekstowy, do którego za chwilę wrócę. Bo pokazuje, że pomimo braku realnego wsparcia ze strony szkoły – z czym mierzy się naprawdę wielu naszych uczniów – da się przygotować do matury na bardzo dobrym poziomie i na ostatniej prostej dojść do tak fenomenalnego wyniku.

Lekcje informatyki w szkole, czyli „nauczyciel udostępniał kod, a my mieliśmy go przepisać"

Pierwszy temat, jaki padł podczas spotkania, dotyczył przygotowania w szkole. I tutaj uczestnicy usłyszeli coś, co pewnie wielu zabrzmi znajomo:

„Lekcje wyglądały w ten sposób, że przychodziliśmy, nauczyciel udostępniał nam kod na tablicy, a my mieliśmy go przepisać. I to tyle. Nie było tłumaczenia co on robi, tłumaczenia każdej linii, tylko po prostu przepisz."

Dodatkowy szczegół, który padł w rozmowie: w szkole pisali w C++, a Julia wybrała przygotowanie do matury w języku Python. Niestety nie mogła zatem liczyć na pomoc ze strony szkoły – ze względu na to, że wybrała inny język niż ten używany na lekcjach informatyki.

To pokazuje skalę rozjazdu między tym, co dzieje się w wielu klasach z teoretycznie rozszerzoną informatyką, a tym, czego realnie wymaga matura z tego przedmiotu. I jednocześnie pokazuje, że ten rozjazd da się nadrobić własną pracą – pod warunkiem, że masz konsekwencję i mentora, który prowadzi Cię przez cały materiał potrzebny do opanowania wszystkich tematów maturalnych.

Padło wprost takie zdanie:

„Bez kursu bym tej matury nie zdała. Miałam ambicję, żeby zrobić to sama, ale po zobaczeniu ile jest wymagań i jakie one są, stwierdziłam, że nie dam rady."

To autentyczne zdanie absolwentki. Nie powtarzam go po to, żeby cokolwiek reklamować – powtarzam, bo dobrze obrazuje skalę. Materiał maturalny z informatyki jest na tyle szeroki (programowanie, arkusze kalkulacyjne, bazy danych, algorytmika, podstawy teorii), że samodzielne przejście przez to bez jakiegokolwiek systemu – nawet dla zdolnej osoby – jest poważnym wyzwaniem. Tym bardziej, że w maju nie zdajesz przecież jednej matury – obok informatyki rozszerzonej jest też matematyka rozszerzona, do tego polski, angielski, matury ustne. Materiału do opanowania robi się naprawdę dużo, dlatego im bliżej maja, tym ważniejsze staje się, żeby przechodzić go według ustalonego programu.

Wniosek, jaki padł podczas spotkania: jeśli widzisz, że szkoła Cię nie przygotowuje – nie czekaj, aż coś się zmieni. Bierz sprawy w swoje ręce, korzystaj z kursu, mentora, społeczności. Konsekwentna praca poza szkołą daje realne wyniki, niezależnie od tego, jak wyglądają lekcje informatyki w Twoim liceum.

Plan tygodniowy – jak rozłożyć naukę do matury z informatyki

Kolejne pytania uczestników dotyczyły organizacji nauki. I tu padła praktyczna metoda, którą możesz samodzielnie zastosować.

Julia opowiadała o tym, że spisała sobie wszystkie tematy ze wszystkich przedmiotów maturalnych. Polski – lektury obowiązkowe, pytania jawne na egzamin ustny. Matematyka – wszystkie działy z rozszerzenia i z podstawy. Informatyka – wszystkie moduły z naszego kursu. Wszystko w jednym zeszycie, jako kompletna lista do odhaczenia.

Następnie – i co jest kluczowe – plan ten odświeżała co tydzień:

„Co niedzielę planowałam sobie już na kolejny tydzień, co danego dnia będę robić. I to nie było tylko, że w tym tygodniu chcę skończyć ten temat, tylko konkretnie którego dnia będę robiła ten temat."

Dzienna porcja: dwa, trzy tematy. Plus istotny detal – przedmioty były przeplatane:

„Uczyłam się godzinę polskiego, godzinę matematyki, znowu polski i informatyka. Żeby przeplatać te przedmioty humanistyczne razem z tymi ścisłymi, bo w ten sposób też człowiek nie jest aż taki zmęczony tą nauką."

Po przerobieniu tematu skreślasz z listy, planujesz kolejne. To nie jest wyrafinowany system, ale działa właśnie dlatego, że jest prosty i konsekwentny.

Ucz się modułów równolegle, a nie po kolei

Tu zaczyna się jeden z dwóch najważniejszych wniosków z całej rozmowy. Jeśli z tego artykułu masz wynieść jedną zmianę w swoich przygotowaniach – być może właśnie tę.

Standardowa intuicja jest taka: skończ jeden moduł, zacznij następny. Najpierw algorytmy, potem arkusze kalkulacyjne, potem bazy danych. A podczas spotkania padła historia, która dobrze pokazuje, dlaczego to nie jest najlepszy pomysł.

Strategia początkowa była właśnie taka – po kolei, od algorytmów, przez kolejne typy zadań, po coraz trudniejsze poziomy. Aż do momentu przerabiania kolejnych arkuszy maturalnych:

„Pewnego dnia zajrzałam w maturę i się okazało, że oprócz Pythona potrzebuję jeszcze Accessa i Excela. Trochę się wystraszyłam i w tym momencie zaczęłam to sobie łączyć."

Strategia, jaka wtedy się u Julii wykrystalizowała:

  • gdy z Pythona była już na poziomie średnim, doszły łatwe zadania z arkuszy kalkulacyjnych i łatwe z baz danych,
  • po skończeniu łatwych zadań z arkuszy kalkulacyjnych – łatwe bazy danych, potem średnie arkusze kalkulacyjne, potem średnie bazy danych,
  • idea była prosta: być na podobnym poziomie ze wszystkich tematów jednocześnie.

To kontrintuicyjne, ale ma sens. Arkusz maturalny zawiera 6 zadań i są one wymieszane – Python, arkusze kalkulacyjne, bazy danych, algorytmy, teoria.

Praktyczny test, jaki padł podczas rozmowy: otwórz dowolny arkusz maturalny z informatyki. Jeśli widząc zadanie z arkuszy kalkulacyjnych bądź baz danych myślisz „nie wiem, od czego zacząć", a z programowania idziesz całkiem sprawnie – to znak, że Twoja strategia jest zbyt liniowa. Czas zacząć rotować moduły.

Cytat z rozmowy, który warto sobie zapisać:

„Trzeba być mniej więcej na tym samym poziomie z każdego tematu."

Tyle. Tę jedną zasadę wystarczy zastosować, żeby zmienić jakość przygotowań w ciągu kilku tygodni.

Czy trzeba przerobić cały kurs?

Drugi mocny wniosek z rozmowy. Tu jednak uważnie – łatwo go źle zinterpretować.

Liczba, jaka padła podczas spotkania: ok. 650–680 zadań przerobionych w naszym kursie, na łączną liczbę ponad 940. Czyli mówimy o jakichś dwóch trzecich. Mimo to – 94% na maturze.

Co dokładnie Julia pominęła? Niektóre zadania, jak wspomina, świadomie pomijała:

„Były takie zadania naprawdę trudne, że jak je zrobicie, to fantastycznie. Ale po prostu nie chciało mi się czasami siedzieć nad nimi tak po prostu, więc przechodziłam do dalszych zadań."

Padła też ciekawa technika – nie zaliczanie zadań na siłę. Jeśli któreś nie wychodziło, Julia nie ślęczała nad nim do skutku. Przechodziła do kolejnych modułów, a do trudnego zadania wracała po tygodniu, z odświeżonym umysłem:

„Po jakimś czasie, nawet po tygodniu, wracałam i z odświeżonym umysłem, z większą wiedzą od nowa podchodziłam do tego zadania. Z jednej strony to była forma powtórki, a z drugiej strony takie podbudowanie wartości – widziałam swój progres."

Teraz – i to jest ważne, żeby nie wyciągnąć z tego złego wniosku – kilka zastrzeżeń.

To, że nie cały kurs został przerobiony, nie oznacza, że całego kursu nie warto przerabiać. Te ostatnie najtrudniejsze zadania to często różnica między bardzo dobrym wynikiem a upragnionymi 100%. W tym przypadku rezygnacja była świadoma – bo doba ma 24 godziny, a polski i matematyka też wymagają czasu.

Druga rzecz, która wybrzmiała w rozmowie: te 650–680 zadań było zrobione dobrze i ze zrozumieniem. Bez odhaczania na pół gwizdka. Kiedy coś nie wychodziło – powrót do zadania po tygodniu, a nie szukanie gotowego rozwiązania w internecie. Kiedy nadal nie wychodziło – kolejny powrót, zawsze samodzielnie, ze swoimi umiejętnościami.

Wniosek, jaki padł podczas spotkania: jeśli jesteś teraz w grudniu i widzisz, że trudno będzie przerobić cały kurs do maja – to nie jest powód do paniki. Realny przedział wyników 80–90% jest osiągalny przy uczciwie przerobionych dwóch trzecich materiału. Ale każde zadanie ma być zrobione uczciwie, nie odbębnione.

Arkusze maturalne na czas – temat, który wybrzmiał najmocniej

Jeśli z tego artykułu masz przeczytać tylko jedną sekcję, niech to będzie ta. Podczas spotkania ten temat wybrzmiał najmocniej i obie strony rozmowy zgodnie podkreślały, że to jest kluczowy element przygotowań: arkusze maturalne na czas.

Teraz dlaczego to ma takie znaczenie.

Z naszych obserwacji absolwentów wyraźnie widać podział na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy oprócz nauki samych zagadnień regularnie ćwiczyli całe arkusze na czas – na egzaminie radzą sobie spokojnie. Druga grupa to osoby, które potrafiły rozwiązać każde pojedyncze zadanie w domu, ale na samej maturze nie zdążyły. Mówili po fakcie: „w domu bym to dokończył w 15 minut, na maturze brakło mi czasu".

I dlatego tak bardzo ważne jest, żeby podjąć walkę z czasem już w domu – czyli robić arkusze na czas.

Julia wspominała, że pierwsze trzy arkusze robiła bez stopera – żeby w ogóle zobaczyć, jak wygląda taki egzamin i się z nim oswoić. Potem już każdy kolejny robiła na czas. Łącznie, z tego co opisywała, przerobiła w ten sposób około 30–40 oficjalnych arkuszy. Na ostatnim etapie przygotowań robiła jedną maturę dziennie – więcej się nie da, bo każdy oficjalny arkusz to 210 minut (3,5 godziny) czystego czasu na rozwiązywanie.

I to nie jest kwestia zdolności. To kwestia tego, że arkusza na czas trzeba się fizycznie nauczyć. Konkretnie:

  • w jakim tempie czytać polecenia, żeby nie tracić minut na czytaniu w kółko tej samej treści,
  • po ilu minutach pracy nad zadaniem stwierdzić „odpuszczam, idę dalej, wrócę później",
  • jak rozdzielić czas między zadania, kiedy widzisz, że trzy są łatwe, a dwa trudne,
  • kiedy zaakceptować częściowe rozwiązanie zadania i zgarnąć punkty cząstkowe, zamiast walczyć o pełne.

Tego nie nauczysz się z teorii. Nauczysz się, rozwiązując arkusze na czas.

W rozmowie padła też dodatkowa technika dotycząca powtórek. Po napisaniu arkusza Julia oznaczała sobie zadania, które nie wyszły, zapisywała ile procent zdobyła i w jakim czasie. Poprawek nie robiła jednak od razu – wcześniej rozwiązywała kolejne dwa, trzy arkusze, dopiero potem wracała do błędów z pierwszego:

„Nie robiłam od razu poprawki, tylko robiłam następne dwie matury albo trzy i dopiero potem pod koniec miesiąca sprawdzałam, co miałam źle i robiłam to wszystko jeszcze raz."

To ciekawa odmiana powtórek przez odstęp czasowy – daje umysłowi szansę na rzeczywiste przetworzenie, zamiast mechanicznego skopiowania poprawnego rozwiązania zaraz po porażce.

Praktyczna wskazówka na nadchodzące tygodnie: jeśli jeszcze nie ruszyłeś / nie ruszyłaś arkuszy – to dobry moment, żeby zacząć. Jeden arkusz na tydzień na początku, potem jeden co kilka dni, w marcu i kwietniu jeden dziennie. Z włączonym stoperem od samego początku.

Strategia rozwiązywania zadań na samej maturze

Ten fragment rozmowy był ciekawy, bo pokazał, że nie ma jednej słusznej drogi.

Klasyczna rada, jaką dajemy najczęściej uczniom przed maturą: zacznij od najprostszego zadania.

To pomaga rozbić blokadę stresu i wejść w tryb pracy.

Strategia, jaka padła podczas spotkania: nie ma zadań prostych ani trudnych. Są takie, które od razu wiesz jak rozwiązać, i takie, których nie wiesz.

„Ja nie mam czegoś takiego, że są zadania proste czy trudne, tylko są zadania, które ja umiem rozwiązać albo nie. Po prostu przewijałam strona po stronie ten arkusz, patrzyłam na pierwsze zadanie, jeżeli nie potrafię go rozwiązać od razu, nie mam żadnego pomysłu, to nie tracę na nie czasu, tylko idę dalej."

Czyli: wertujesz cały arkusz, robisz to, co umiesz od ręki, zamykasz arkusz, otwierasz od nowa. Niektóre zadania były w ten sposób pomijane trzy, cztery razy, zanim w końcu padło na nie rozwiązanie.

Cel obu strategii jest ten sam – znaleźć moment, w którym przechodzisz ze stresu w tryb pracy. Chodzi o to, żeby usiąść do zadania, które Ci się otworzy w głowie, a nie wbijać się w to, które Cię zablokuje na początku i wpędzi w jeszcze większą panikę.

Wniosek dla Ciebie – i to praktyczny: nie ma jednej słusznej drogi. Przetestuj na arkuszach próbnych obie strategie. Zobacz, która najlepiej działa na Ciebie. Niektórzy potrzebują rozgrzewki na łatwym zadaniu. Inni – odwrotnie – potrzebują znaleźć w arkuszu coś, co od razu wiedzą, jak ugryźć, niezależnie od tego, czy jest to zadanie 1 czy 5.

I jeszcze jedna rzecz o czasie, która padła w rozmowie. Sztywny podział czasu na minuty per zadanie nie działa:

„Powiedzmy ustalę sobie, że na pierwsze zadanie będę miała trzy minuty, a zrobię je w pięć i co wtedy? I panika, bo nie zdążę z resztą."

Dobry punkt. Sztywny podział czasu wpędza Cię w spiralę stresu przy każdym przekroczeniu założonego limitu. Lepsze rozwiązanie: pilnuj globalnie. Co jakiś czas zerknij na zegar, zorientuj się, ile zadań masz przed sobą i ile czasu zostało. Dopiero przy ostatnich, trudniejszych zadaniach przelicz, ile minut realnie możesz im poświęcić.

Stres, przerwy i dzień przed maturą

Aspekt psychologiczny był jednym z tematów, który zebrał najwięcej pytań od uczestników społeczności. To zrozumiałe – stres potrafi ściąć kilkanaście punktów procentowych nawet osobie, która umie wszystko od deski do deski.

Najpierw o przerwach w nauce w trakcie roku.

Przerwy są niezbędne. Święta, ferie, czasem cały tydzień bez informatyki, gdy trzeba nadrobić matematykę. To naturalne i konieczne.

Z drugiej strony – w retrospekcji padło zdanie, że niektóre przerwy bywały za długie:

„Aż za bardzo sobie z tym leciałam. Chociaż żeby te dwa zadania przerobić dziennie – jeżeli mam przerwę tydzień, to chociaż w czwartym dniu przerwy mogę te dwa zadania zrobić, bo ja jak już odpuszczałam, to odpuszczałam do zera."

Praktyczny wniosek: rób przerwy, ale staraj się, żeby nie były dłuższe niż 3–4 dni. Nawet w „trybie odpoczynkowym" jedno-dwa zadania dziennie utrzymują rytm i ułatwiają powrót.

Teraz – sam dzień przed maturą i sam dzień egzaminu maturalnego.

Nie ucz się dzień przed. Julia opowiadała, że w majówkę przed maturami nie otwierała żadnego arkusza. To wbrew intuicji wielu osób, ale ma uzasadnienie – nauka w ostatniej chwili nie pozwala niczego utrwalić, za to skutecznie podnosi poziom stresu.

Wieczór przed maturą porady od Julii:

  • bez ekranów – bez telefonu, gier, bez przewijania w łóżku,
  • książka albo cokolwiek niezwiązanego z nauką,
  • lekkie ćwiczenia, rozciąganie – cokolwiek, co rozluźni napięcie,
  • ciepły prysznic,
  • nie zmuszaj się do snu o 21, jeśli i tak nie zaśniesz przed 23 – frustracja gorzej działa niż godzina mniej snu.

Sam dzień matury – również według wskazówek Julii:

  • jeśli możesz – bez budzika,
  • przed wejściem do sali ruch fizyczny – choćby pajacyki na korytarzu. Brzmi banalnie, ale rozładowuje stres lepiej niż jakakolwiek racjonalizacja.

Cytat, który najlepiej oddaje skalę stresu, którego nie czuje się świadomie podczas pisania:

„Spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że mam całe sine usta od chłodu. Stres był spory."

Na sali nie było odczucia zimna – wszystko działo się w pełnym skupieniu. Dopiero po wyjściu okazało się, że adrenalina narobiła w organizmie tyle, co solidne wychłodzenie. To dobra ilustracja tego, że stresu nie da się całkowicie wyłączyć – ale można go ukierunkować na pracę, a nie na blokadę.

I jeszcze jedna rada, która padła w rozmowie, jeśli między maturami masz weekend albo dzień przerwy:

„W weekend między maturami się nie uczę. Bo to się wszystko pomiesza i ostatecznie napiszemy gorzej, niż gdybyśmy się w ogóle nie uczyli."

Spotkania ze znajomymi, świeże powietrze, jakiekolwiek hobby, byle nie podręcznik. To nie jest leniwa rada – to świadoma higiena umysłu między dwoma egzaminami, które w tym samym tygodniu mogą wymagać zupełnie różnego myślenia, jak wspominała sama Julia.

Po maturze – kontekst studiów

Na koniec rozmowa zeszła na temat studiów – krótko, ale z ważną perspektywą.

Konkret, który padł i który warto sobie zapisać:

„Materiał z matury z informatyki przerobiliśmy na studiach gdzieś przez pierwsze dwa tygodnie października."

Czytasz dobrze – to, na co masz teraz dziewięć miesięcy, na studiach informatycznych zostaje przerobione w dwa tygodnie. Z założeniem, że już to znasz. Studenci, którzy idą na informatykę bez dobrej matury z tego przedmiotu (np. po samej fizyce, gdzie taki nabór bywa możliwy), mają realne problemy od pierwszych laboratoriów.

Czyli matura z informatyki to nie tylko punkty w naborze. To fundament, którego brak boli już w październiku pierwszego roku. Warto o tym pamiętać, gdy zastanawiasz się, czy 80% Ci wystarczy. W kontekście naboru – być może. W kontekście pierwszego roku studiów – bardzo Ci się przyda każdy dodatkowy procent zrozumienia.

O samych naborach na studia, procedurach uczelnianych i o tym, jak dokładnie wygląda dzień matury z informatyki od strony technicznej (sprawdzenie komputera, zapis plików, zachowanie w przypadku awarii) – napiszę osobne artykuły. Te tematy zasługują na własne miejsce, a tutaj rozcieńczyłyby przekaz.

Podsumowanie

Cztery rzeczy, które warto zapamiętać z tej rozmowy.

Po pierwsze – słaba szkoła nie jest wyrokiem. Jeśli czujesz, że Twój nauczyciel nie tłumaczy, materiał idzie powierzchownie, a klasa „rozszerzona" jest taka tylko w nazwie – to nie jest powód, żeby się poddać. To powód, żeby zacząć pracować poza szkołą. Z kursem, z mentorem, ze społecznością. Konsekwentnie.

Po drugie – plan tygodniowy. W każdą niedzielę usiądź na 30 minut, przejrzyj listę tematów do matury, zaplanuj cały tydzień z przypisaniem konkretnych dni. Przeplataj przedmioty. Skreślaj to, co zrobione. Dopisuj kolejne. Konsekwencja jest tu niezwykle ważna – ważniejsza niż złożoność systemu.

Po trzecie – moduły równolegle, nie po kolei. Jeżeli teraz cisniesz tylko algorytmy, a arkusze kalkulacyjne i bazy danych „zostawiasz na później" – zmień strategię. Zacznij rotować, tak żeby do marca być na podobnym poziomie ze wszystkich części materiału. Nawet jeśli z każdej z nich będziesz na poziomie średnim – to dużo lepsza pozycja wyjściowa niż mistrz programowania z zerową znajomością baz danych.

Po czwarte – arkusze na czas, od stycznia. To naprawdę najmocniejsza wskazówka, jaka padła podczas spotkania. Zdolność rozwiązywania zadań i zdolność rozwiązywania zadań w 3,5 godziny to dwie różne kompetencje. Pierwsza wynika z drugiej, ale odwrotnie już niekoniecznie. Trenuj obie.

Na koniec – jeszcze jedno zdanie, które padło w rozmowie i które warto zapamiętać, jeśli kiedyś trafi się słabszy okres:

„Złe wyniki to nie koniec świata. Jeżeli ktoś tej matury teraz nie zaliczy, może zaliczyć w przyszłym roku, albo się dostanie na drugi nabór. Naprawdę nic się nie stanie."

Warto pamiętać też o tym, że nawet jeśli pierwszy nabór się nie powiedzie, w grze pozostaje jeszcze drugi, a czasem nawet trzeci.

Naszej absolwentce dziękujemy za poświęcony czas i otwartość, z jaką podzieliła się swoimi doświadczeniami. Wielu uczestników społeczności wyniosło z tej rozmowy konkretne wskazówki, które już zaczęli stosować – i mam nadzieję, że i Ty znajdziesz w tym artykule co najmniej jedną rzecz do zmiany w swoich przygotowaniach.

Do zobaczenia na kolejnym spotkaniu społeczności.